Ostatnio koleżanka wyciągnęła mnie na zakupy do ciucholandu, ale nie tego obok mego miejsca zamieszkania, a innego, położonego na drugim końcu miasta. Jakoś nie mogę się przekonać do tego typu miejsc, ale zakupy które poczyniła ostatnio zwaliły mnie z nóg. Niby odzież używana, a wygląda jak marzenie. Zabrałyśmy ze sobą jeszcze jedną koleżankę, mamę czteroletniej Zuzi, która chciała upolować coś dla swej córeczki.

Ludzi było troszkę, bo rzucili świeże szmatki niedawno. Zabrałyśmy się ochoczo do lustrowania i szperania. I - bingo! Jakie było moje zdziwienie – pierwszy raz udało mi się znaleźć coś cudownego, fantastycznego. Śliczny topik, wiązany na szyji, w kolorze fuksji, pasujący do moich oczu. Zanim go przymierzyłam, już widziałam go na sobie oczyma wyobraźni i nie myliłam się. Po przymiarce okazało się, ze leży faktycznie świetnie. Pierwsza moja trafiona odzież używana. Ależ się uciszyłam. Ale to jeszcze nie koniec mojej radości. Za dosłownie pięć minut kolejny strzał w dziesiątkę. Bluzka kopertowa Next z metka jeszcze, caluteńka. Jakby na mnie czekała wprost. Bałam się ze będzie za mała, ale gdzie tam, leżała jak ulał.

Takie cuda, w takim miejscu, już teraz złego słowa nie powiem na szmateksy. Bo one szmateksami tylko z nazwy są. To skarbnice pereł. Teraz to wiem. Dla Zuzi tez coś znalazłyśmy, fajną kurteczkę za dosłownie grosze. Odzież używana, a zadowolenie wielkie jakbym na Manhattanie jakimś zakupy robiła.

Popularity: 27% [?]